środa, 21 marca 2012
final coutdown
Od dziś wielkie odliczanie- za tydzień przeprowadzka. Z jednej strony się cieszę, z drugiej martwię. Cieszę się, bo zaczynamy coś nowego, bo Kazik będzie miał swoje miejsce, bo w końcu przestanę się potykać, tylko będzie mnie otaczała biała przestrzeń. Martwię się, bo mamy tydzień i jesteśmy nadal w czarnej dupie z remontem. Wilu wypruwa z siebie flaki, ja staram się pomóc mu jak mogę, a i tak jest jeszcze tyle do zrobienia. Przed nami jeszcze sypialnia, kuchnia i przedpokój, pakowanie, kupowanie mebli, wykładziny, skręcanie, sprzątanie, układanie bambetli. Ogólnie kiepsko. W dodatku Kazik chyba samoistnie przestawił się na czas letni, bo codziennie budzi się o 5.30. A my razem z nim. W sumie to tylko do soboty, bo w sobotę rano wieziemy brombelka do mamy. Mam nadzieję, że oddychając wiejskim powietrzem pośpi trochę dłużej. A na razie staram się robić wszystko, żeby nie odczuł tego, że jego rodzice powoli zamieniają się w zombi. Wilu sypia po 3h na dobę, a mi dziś od 15:00 tak się trzęsły ręce, że bałam się wsiąść za kółko. Oby jakoś przetrwać ten tydzień.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz